00:00 00:00
00:00
00:00

SEZON 2 ODCINEK 2

Opieka zastępcza i adopcja w Polsce. Nie nadążamy z reformami

Śledztwo w liczbach
13.10.2020


Reforma opieki zastępczej w Polsce nie posuwa się do przodu. Mamy zbyt mało rodzin zastępczych. A liczba adopcji od lat mocno spada.

DANIEL RZĄSA

Drugi odcinek Śledztwa Pisma poświęcony jest Nicoli, która całe swoje nastoletnie życie spędziła w domach dziecka. Trafiła tam wraz z czwórką rodzeństwa. Gdy była w gimnazjum, jej trzech młodszych braci zostało oddanych do adopcji.  W drugiej części cyklu Śledztwo w liczbach przyglądamy się problemom pieczy zastępczej w Polsce. Jak polski system pomaga i nie domaga w pomocy dzieciom?

Rodziny zastępcze, system instytucjonalnej pieczy zastępczej (czyli domy dziecka) i adopcja to najważniejsze elementy składające się na skomplikowany system opieki nad dziećmi, które wychowują się poza swoimi rodzinami. Łatwo się w tym pogubić, dlatego poniżej przedstawiamy krótki graficzny przewodnik.

Jak widać, system opieki zastępczej jest skomplikowany. Dla uproszczenia w tym artykule używamy podstawowego podziału, czyli wyróżniamy pieczę instytucjonalną i rodzinną, przy czym za rodzinne formy opieki zastępczej uznajemy – podobnie jak GUS – zarówno opiekę rodzinną, jak i placówki rodzinne funkcjonujące w ramach pieczy instytucjonalnej.

W pieczy zastępczej umieszcza się dzieci, których rodzice zostali decyzją sądu trwale lub czasowo pozbawieni praw rodzicielskich lub gdy władza ta została im ograniczona (rzadziej zdarza się to w trybie interwencji, czyli wtedy, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie dziecka).

Ustanowienie opieki zastępczej nad dzieckiem przez sąd wynika głównie z dysfunkcyjności rodziny biologicznej. Wbrew obiegowej opinii, sieroctwo jest jednym z rzadszych powodów. Najczęściej u podstaw decyzji o odebraniu dziecka rodzicom leżą uzależnienia.

Zasada „im bardziej ludne województwo, tym wyższe statystyki” w przypadku pieczy zastępczej zupełnie się nie sprawdza.  

Do opieki zastępczej częściej trafiają dzieci w województwach zachodniej i północnej Polski. Dlaczego tak jest? Autorzy raportu [PDF] wydanego wspólnie przez Koalicję na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej, Fundację Przyjaciółka oraz WiseEuropa twierdzą, że wśród czynników zwiększających napływ dzieci do pieczy zastępczej są poziom urbanizacji terenu i względy historyczne. 

Obszar ten w dużym zakresie pokrywa się z terenami tzw. Ziem Odzyskanych, a więc napływem dużej liczby nowej ludności i budowaniem od początku więzi lokalnych – piszą.

Jak wyjaśnia nam Joanna Luberadzka-Gruca, szefowa Fundacji Polki Mogą Wszystko i działaczka na rzecz dzieci, nie było w Polsce prowadzonych przekrojowych badań, które analizowałyby uwarunkowania społeczno-ekonomiczne danego terenu. 

Można zaryzykować twierdzenie, że rodziny w powiatach na ziemiach odzyskanych są „zbyt zamożne” na otrzymywanie świadczeń pomocy społecznej i w efekcie zbyt długo pozostają poza wsparciem i nadzorem pomocy społecznej. Świadczenia to oczywiście niejedyne wsparcie dostępne z pomocy społecznej, ale często idzie w parze z innymi rodzajami pomocy. To może powodować nawarstwienie problemów i w efekcie trafianie dzieci do pieczy zastępczej. Jednak trzeba pamiętać, że jest to tylko hipoteza, której sprawdzenie wymagałoby osobnych badań – mówi.


Polska, podobnie jak inne państwa Europy, dąży do zastąpienia instytucjonalnej formy opieki zastępczej rodzinną, a także prewencją. Eksperci nie mają wątpliwości, że to słuszny kierunek.

Istnieją dowody naukowe na to, że opieka instytucjonalna we wczesnym okresie życia dziecka wywiera negatywny wpływ na wszystkie obszary rozwoju, w tym trudności intelektualne, behawioralne i społeczne w późniejszych latach – stwierdzają autorzy raportu WiseEuropa.

– Z badań naukowych wynika, że wydłużony pobyt dzieci w placówkach opiekuńczych i rodzinach zastępczych wpływa na spowolnienie ich rozwoju fizycznego i emocjonalnego, powoduje też deficyty umiejętności społecznych, w tym dotyczące funkcjonowania w rodzinie – wtóruje ekspertom Najwyższa Izba Kontroli (NIK), która miesiąc temu wydała raport na ten temat.

Niestety, liczba dzieci wychowujących się w rodzinach zastępczych w ciągu ostatniego roku nieznacznie wzrosła. 

Dlaczego, zamiast likwidować domy dziecka, utrzymujemy ich liczbę na niemal niezmienionym poziomie?

Raport NIK-u sprzed miesiąca nie pozostawia wątpliwości. Kontrola przeprowadzona w 15 powiatach i miastach na prawach powiatu wykazała niedostateczną liczbę rodzin zastępczych, w tym zawodowych rodzin pełniących funkcję pogotowia rodzinnego. Nie potrafimy skutecznie pozyskiwać kandydatów na rodziców zastępczych.

Wskutek tego nawet małe dzieci trafiają do instytucjonalnego pogotowia opiekuńczego, choć ustawa o pieczy zastępczej wyraźnie mówi, że dzieci do lat 10 muszą jak najszybciej trafiać do rodzin zastępczych. W 2018 r. zdarzało się, że w placówkach instytucjonalnych przebywały dzieci w wieku poniżej 1 roku – pisze NIK.

– Dzieci przebywają w placówkach pogotowia opiekuńczego i rodzinnego nawet po kilkanaście miesięcy, a czasem i kilka lat (rekord to 6 lat w placówce interwencyjnej, aż do osiągnięcia pełnoletności), choć prawo przewiduje maksymalnie trzy miesiące w placówce i cztery w pogotowiu rodzinnym. Niepewność i tymczasowość tej opieki łamie prawo dzieci do stabilnego środowiska wychowawczego i niekorzystnie wpływa na ich rozwój.

W 2019 roku około 10 proc. dzieci wychowujących się w opiece zastępczej opuściło domy dziecka lub rodziny zastępcze. Dokąd trafiły? Ich los w dużej mierze zależał od tego, w jakiej instytucji przebywały.

Jak widać na wykresie, dużo większą szansę na adopcję miały dzieci z rodzinnej opieki zastępczej. Dlaczego?

– Prawdopodobnie wynika to z ich stanu zdrowia i postępów w rozwoju. Znam bardzo wiele dzieci, które gdy zostały umieszczone w rodzinnej pieczy zastępczej, były w złym stanie zdrowotnym i często także psychicznym. Rodzicom zastępczym, którzy mogą zaoferować dzieciom bardziej zindywidualizowaną opiekę niż ta w placówkach, w stosunkowo krótkim czasie udało się nawiązać z nimi relację i własnym staraniem znacząco poprawić ich sytuację zdrowotną i psychiczną. Wtedy zmieniania jest ich dokumentacja i znajdują się chętni do ich przysposobienia. Dotyczy to szczególnie dzieci z niepełnosprawnością, w tym ze zdiagnozowanym FAS [alkoholowym zespołem płodowym, nieuleczalną chorobą, która jest skutkiem działania alkoholu na płód w okresie prenatalnym – przyp. red.] – mówi nam Joanna Luberadzka-Gruca.

Dzieci opuszczają także opiekę zastępczą, gdy ukończą 18 lat. Dokąd idą ci świeżo upieczeni dorośli? To również zależy od typu opieki: dzieci z pieczy zastępczej instytucjonalnej częściej wracają do naturalnej rodziny po osiągnięciu pełnoletniości.

Skupmy się teraz na jednym z powyższych wskaźników, czyli na liczbie adopcji, która konsekwentnie spada. Jeszcze w 2013 roku do adopcji trafiło ponad 3,5 tys. dzieci. Pięć lat później już niecałe 2,7 tys.

Z uwagi na pandemię, statystyka dotycząca adopcji za 2019 rok dostępna jest jedynie za I półrocze, więc nie uwzględniliśmy jej na wykresie. W pierwszych sześciu miesiącach zeszłego roku zostało zaadoptowanych 1329 dzieci. Według Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej na podstawie tych cząstkowych danych można sformułować wstępne wnioski, że ogólna liczba przysposobionych dzieci w 2019 roku była na poziomie zbliżonym do poprzedniego roku. 

Dlaczego sytuacja się nie poprawia?

– Uważam, że wzrasta świadomość społeczna, np. o FAS  i innych problemach dzieci, z którymi trafiają one do pieczy zastępczej. Równocześnie mamy coraz lepszą diagnostykę. Być może więcej dzieci niż kiedyś ma w dokumentach diagnozy, które powodują obawy u rodziców adopcyjnych – mówi Luberadzka-Gruca.

Jak dodaje, nie każdy z ośrodków adopcyjnych oferuje opiekę i wsparcie postadopcyjne, a z tych, które taką pomoc oferują, rodzice adopcyjni nie zawsze chcą korzystać.

Powyższy wykres dobrze pokazuje proporcje adopcji z zagranicy do adopcji krajowej, ale nie oddaje skali spadku tej pierwszej. Poniższy lepiej obrazuje dynamikę zmian poszczególnych danych.

Z czego wynika tak duży spadek liczby adopcji zagranicznych? W 2017 roku resort rodziny kierowany przez Elżbietę Rafalską zmienił przepisy, uznając, że adopcja zagraniczna dziecka z Polski to ostateczność. Pozbawił uprawnień do przeprowadzania adopcji zagranicznych Wojewódzki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie oraz Krajowy Ośrodek Adopcyjny Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Dziś jedynymi instytucjami zajmującymi się sprawami międzynarodowej adopcji są Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Sosnowcu i Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie.

Adopcje zagraniczne są teraz możliwe w wyjątkowych przypadkach: trudnej sytuacji życiowej i zdrowotnej dziecka, łączenia rodzeństw lub gdy rodzicami chcą zostać pary polonijne.

Ogólny spadek liczby adopcji nie oznacza, że spadła liczba dzieci czekających na nowych rodziców. W zeszłym roku, w porównaniu z 2018 rokiem, liczba takich dzieci wzrosła o 30 proc. To 547 dzieci. Natomiast liczba kandydatów na rodziców adopcyjnych oczekujących na przysposobienie dziecka zmalała o 4 proc., czyli o 110 osób. 

Liczba kandydatów do przysposobienia dziecka jest nadal większa niż liczba dzieci oczekujących na przysposobienie, ale ta różnica maleje. W 2019 roku kandydatów było 2419, zaś dzieci zakwalifikowanych do adopcji 2350. Problem w tym, że najwięcej dzieci oczekujących na adopcję ma od 5 do 14 lat, a dla takich starszych dzieci trudniej znaleźć rodziców zastępczych.

– Pod koniec 2019 roku liczba dzieci zakwalifikowanych do przysposobienia, które nie ukończyły 1. roku życia, wynosiła tylko 46, a w wieku 14 lat 284. Nie wiadomo, czy dzieci te nie miały starszego rodzeństwa i jaki był ich ogólny stan psychofizyczny. W Polsce brakuje systemowych rozwiązań, które zachęcałyby i wspierały rodziców adopcyjnych, którzy przysposabiają liczne rodzeństwo, dzieci starsze, chore czy z niepełnosprawnością. Takim wsparciem mogłaby być np. adopcja z dofinansowaniem i konkretne wsparcie postadopcyjne – tłumaczy szefowa Fundacji Polki Mogą Wszystko.


Wróćmy na koniec ponownie do opieki zastępczej. Wciąż nie pokazaliśmy, jak wygląda sytuacja Polski na tle innych krajów. To wszystko dlatego, że obecnie bardzo trudne jest porównywanie systemów opieki zastępczej w Europie, bo każde państwo nie tylko inaczej zbiera dane, ale równie często inaczej definiuje podstawowe pojęcia związane z opieką nad dziećmi i rodziną.

W marcu tego roku organizacja Eurochild oraz UNICEF ruszyły z inicjatywą zebrania w jednym miejscu danych nt. opieki zastępczej we wszystkich europejskich krajach i ustandaryzowania ich. Efekty będą jednak znane dopiero za rok.

Utrudniona możliwość porównania polskiego systemu pieczy zastępczej z innymi krajami sprawia, że pozostaje nam porównywanie danych, które pokazują pewien wycinek życia rodzinnego, ale jest to obraz niepełny.

Taką statystyką jest np. zebrane przez OECD – czyli klub 37 najbogatszych państw świata, w tym Polski – porównanie tego, jaki odsetek dzieci wychowuje się w pełnych rodzinach.

Jak wiemy z pierwszego wykresu, sieroctwo jest jednak odpowiedzialne tylko za 4 proc. przypadków, w których dziecko trafia do pieczy zastępczej, a półsieroctwo – niewiele ponad 7 proc.

Bardzo dobry na tle innych krajów obraz spójności rodziny w Polsce nie przekłada się zatem na równie korzystny obraz opieki zastępczej ani systemu adopcji w Polsce.


Materiał powstał w ramach projektu IJ meets IT – collaborative investigative journalism realizowanego przez agencję n-ost i sfinansowanego przez Urząd Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec.

Daniel Rząsa specjalizuje się w dziennikarstwie finansowym, weryfikacji informacji i dziennikarstwie danych. Jest redaktorem naczelnym 300Gospodarki i wykładowcą. Wcześniej pracował m. in. jako Teaching Fellow w Google News Lab, reporter w Citywire i HFMWeek w Londynie, a także szef redakcji Forsal.pl i zastępca kierownika działu Biznes w Dzienniku Gazecie Prawnej. Jest absolwentem MA Financial Journalism na City, University of London.